piątek, 9 stycznia 2015

Z TĘSKNOTY ZA SŁOŃCEM...CZYLI SZARO, BURO I PONURO!



 Przez ostatnie dni zdałam sobie sprawę, a właściwie to utwierdziłam się w prostej zależności, że: ja + słońce =  ja + energia: radość + chęć do działania czyt. życia. Wstając z łóżka w ciemnościach, kładąc się w ciemnościach a funkcjonując w szaro-burych miejskich klimatach pozostałości po zimie nie mam chęci chociażby na proste czynności takie jak malowanie paznokci. Gdy świeci słońce świat jest inny, lepszy, jawi się w cieplejszych barwach, życie nabiera sensu, człowiek ma jakoś wewnętrzną siłę do działania, a nawet proste czynności czy obowiązki wykonywane są z większą chęcią. Zauważyłam również, że w dni słoneczne mój dzień wygląda zupełnie inaczej, w moim mniemaniu lepiej. Ja sama potrafię być bardziej zorganizowana, konsekwentna w planowaniu, a co najważniejsze w realizacji codziennych zajęć. Promienie słoneczne nawet w otoczeniu śniegu, zasp i białych krajobrazów dają swoistą energię i chęć chociażby do tego żeby się chciało. Absolutnie kocham słońce! I jak sądzę, a właściwie wiem istnieje wiele naukowych doniesień o pozytywnym wpływie energii słonecznej na nastroje, samopoczucie, humory ludzi- ja jestem najlepszym przykładem potwierdzającym regułę. Z obserwacji samej siebie, co wcale nie jest takie łatwe, wiem, że słoneczny poranek jest jak mobilizacja, jak  milowy krok w dobry dzień, jak zastrzyk endorfin zaraz po przebudzeniu.
I ktoś by powiedział idź dziewczyno na solarium i nie zawracaj ludziom głowy! A właśnie, że nie! „sztuczna” jak dla mnie kąpiel słoneczna  to nie to samo. Mnie chodzi o doznania duszy o wewnętrzną, prostą radość, nie zaś o wyższą temperaturę nagrzanego ciała i zapach swoistej spalenizny. I chociaż dopiero początek stycznia to mnie już tak tęskno do dni ze słońcem w roli głównej…Cóż nie pozostaje mi chyba nic innego jak schować ciepłolubne zachcianki pod gruby koc i w towarzystwie gorącej herbaty oraz ciepłych skarpetek poczekać cierpliwie na wiosnę…

Do napisania!

P.Zetka

środa, 7 stycznia 2015

NA POWAŻNIE-NA POCZĄTEK Z GÓRNEJ PÓŁKI LITERATURY GASTRONOMICZNEJ




Zaczynając pisać pierwszy w życiu POST doszłam do wniosku, że zaczynać trzeba na poważnie i z klasą. I dlatego też postanowiłam początkowy wpis poświęcić pewnym zacnym i poważnym rozważaniom dotyczącym diety, stylu odżywiania czy też w sposób ogólnie pojęty jedzenia zawartych w dziele z 1825 roku  pt.: „ Fizjologia smaku". Autor- Anthelme Brillat-Savarin   nazwany został Papieżem Gastronomii, a dzieło to należy do kanonu literatury gastronomicznej.

 Oto przykłady zaczerpniętych z książki ciekawych aforyzmów, które na długo zapadły mi w pamięć:
1.      „Zwierzęta się wypasają; człowiek je; ale umie jeść tylko człowiek inteligentny.”
2.      „Losy narodów zależą od ich sposobu odżywiania się.”
3.      „Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś.”
4.      „Stwórca każąc człowiekowi jeść, aby mógł żyć, za zachętę dał mu apetyt, a za nagrodę-   przyjemność.”
5.      „Ci co się obżerają albo upijają, nie umieją ani jeść, ani pić.”
6.      „Można zostać kucharzem, ale człowiek rodzi się pasztetnikiem.”
7.      „Deser bez sera jest jak piękna kobieta bez oka.” (mój ulubiony)

          Z przyjemnością i zaciekawieniem czyta się to lekkie i dowcipne dzieło. Liczę na to, że i Was zaciekawi, a także skłoni -szczególnie miłośników  gastronomii do sięgnięcia po tą książkę.
Niech ta lektura stanowi wstęp  do dietetycznej części mojego bloga.
          Chciałabym podkreślić, że ta niepozorna z wyglądu książka jest dla mnie szczególnie ważna i zajmuje zaszczytne miejsce na półce z książkami ponieważ trafiła do moich zbiorów za sprawą mojej Mamy, która w 1978 roku na zakończenie nauki otrzymała ją jako nagrodę-wyróżnienie za bardzo dobre wyniki w nauce i nienaganną postawę.






A swoją drogą co to było kiedyś za wyróżnienie dostać taką  książkę!
                                                                                                        Do napisania!

                                                                                                                   P. Zetka

NA WSTĘPIE SŁÓW KILKA ….O CZYM? PO CO? JAK I CO?



Moi Drodzy!

 

Witam serdecznie wszystkich na moim pierwszym w życiu blogu. Chciałabym już na początku wyjaśnić o czym właściwie zamierzam pisać. Otóż mój blog jest realizacją jednego z noworocznych postanowień, jak widać długo z jego realizacją nie czekałam- i szczerze bardzo mnie to cieszy, stawiam sobie duży plus i liczę po cichutku, że każde kolejne postanowienie (a jest ich sporo) będzie realizowane z takim samym zapałem i szybkością. Tak naprawdę z założeniem bloga nosiłam się już od poprzedniego roku, ale jak to bywa słomiany zapał, zawsze coś ważniejszego, niepewna swoich sił, za to pełna obaw zwlekałam, zwlekałam aż w końcu nadszedł  wyczekiwany 2015 rok i proszę już w pierwszym tygodniu udało mi się zacząć! Tak jestem z siebie dumna, w końcu od czegoś trzeba zacząć!

Chciałabym zaznaczyć, że będę starała się pisać zarówno na tematy tzw. „z życia wzięte” jak również na tematy związane z moją pracą i pasją-także te z „dietetyką w roli głównej”. Myślę, że śmiało mogę napisać, że mój blog jest przemyślany. Będzie z pewnością przypominał dni z życia dietetyka z wyboru.   

Za wszelkie potknięcia z góry przepraszam!

 P. Zetka