Obserwuje
ostatnio wśród znajomych, wśród ludzi, z którymi pracuje zjawisko, modę (nawet
nie wiem jak to nazwać) na zdrowy styl życia ponad wszystko.
Nagle
okazuje się, że niemal wszyscy zaczynają o siebie dbać tzn. każda osoba próbuje
zdrowo się odżywiać, a przynajmniej wybierać ze sklepowych półek nieprzetworzone,
tradycyjne, a wręcz dietetyczne produkty. Osoby takie nagle wystrzegają się
chemicznego jedzenia, kolorowych, przepełnionych barwnikami, konserwantami i
cukrami słodyczy, uzupełniają menu w pożywne sałatki z wartościowych warzyw,
unikają tłuszczów wszelakich, nie smarują pieczywa, nie smażą. Omijają szerokim
łukiem koncerny fast-foodów, budki z hot-dogami i zapominają smak coca-coli lub
wybierają cole light- (sama nie wiem, co jest gorszą głupotą). Nie palą, nie
piją- no może kulturalnie lampka wina- koniecznie wytrawnego, czerwonego do
kolacji raz w tygodniu, oduczają kubki smakowe od smaku słonego, poszerzają
kulinarne granice o potrawy z cieciorki, soczewicy, szpinaku, cykorię czy
jarmuż. Wybierają tylko razowe produkty, na przekąski spożywają orzechy i
pieczone warzywa. Litrami piją wodę, unikają kawy, zielona herbatą zaczynają i
kończą dzień, jedzą tylko do 18.00.
Tacy ludzie ponad wszystko uwielbiają ponadto aktywność
fizyczną. Codziennie z wielkim zapałem wykonują swoje treningi, gimnastykę i
ćwiczenia udając przy tym, że w ich duszy gra natura sportowca. Wybiegają na
chodniki, dróżki w parku czy polne ścieżki gimnastykując się przy tym do
pierwszych kropli potu na karku, dodatkowo uczęszczają na basen, a nierzadko
regularnie wykupują karnety na siłownie i wyciskają siódme poty……
Długo
by jeszcze wymieniać i dobrze, jeśli jest w tym wszystkim umiar czy zdrowy
rozsądek. W końcu nic złego w tym, że
ludzie zaczynają o siebie dbać. Pomijając fakt, że robią to najczęściej, gdy za
oknem pojawi się pierwsze przedwiosenne słoneczko, jakby przebudzeni z zimowego
snu czy też rażeni słonecznym promykiem…..Problem pojawia się wtedy, gdy
oczekują „efektu wow”- spadku wagi 5 kg na tydzień, ba, co tam 5-10 kg/10 dni,
spadku obwodów 5 cm na tydzień, zgubienia boczków, piwnych brzuszków max. w 2
tygodnie. I tu patrząc z punktu widzenia dietetyka mamy problem stosując
głodówki czy diety cud (które defa kto nie istnieją) robimy sobie tylko krzywdę
rozregulowując metabolizm. Dodam, iż rzucając się na głęboką wodę z
ćwiczeniami, nie podchodząc do tego w racjonalny sposób możemy często
zafundować sobie kontuzję, co na długo skutecznie jak myślę wykluczy nas z
możliwości uprawiania sportu …Nie wiem czy z uwagi na wykonywany zawód czy z
uwagi na doświadczenie zawodowe czy po prostu z obserwacji jestem uczulona i
mam okropną alergię na ludzi w gorącej wodzie kąpanych, którym o dbałości o
siebie przypomina pierwsze wiosenne słońce. Moi drodzy dbajmy o siebie cały
rok, wiosną, latem, jesienią i zimą będzie łatwiej, prościej i na pewno z
korzyścią dla was samych. Pomyślcie czasem trzy razy, zanim zafundujecie sobie
kilkudniową głodówkę, dietę cud z kolorowego czasopisma czy wyskoczycie
nieprzygotowani na trening na świeżym powietrzu. Umiaru, rozwagi i rozumu w
dbałości o siebie i przemyślanych działań w rzucaniu zbędnych kg!
A i nie każdy musi od
razu być pasjonatom zdrowego jedzenia i miłośnikiem sportów wszelakich!
Do napisania,
P. Zetka


